Wiecie co jest najlepsze w tej robocie? Że nigdy nie wiadomo czym Was zaskoczą. Bo jak napisałem do Patrycji, że jej suknia idealnie pasuje do Wenecji i podesłałem dla beki ceny lotów to po niedługim czasie dostałem info że lecą na sesję do Wenecji to pierwsza myśl była taka – super, czekajcie, ale to ja tam lecę z Wami czy?? xd

Zacznijmy jednak od początku, bo przeskoczyłem od razu na koniec jak to ja zawsze.

Przygotowania robiliśmy w drewnianym domku, takim wtulonym w drzewa, z tymi różowymi krzaczorami przed wejściem które wyglądały jak ktoś specjalnie zaplanował kolorystykę pod zdjęcia (podejrzewam że tak było, bo tak to już z Patrycją bywa – wszystko przemyślane). Światło wpadające przez te przesuwane drzwi tarasowe robiło swoje, Patka poprawiająca kolczyk w odbiciu szyby – ten kadr sam się złapał, nie musiałem prawie nic robić.

Kościół w Trzcianie, przysięga, welon długości chyba pół nawy (serio, ten trenu welonu to majstersztyk, patrzyłem na niego cały czas jak szła do ołtarza z Jacą xd). A na wyjściu? Bańki mydlane zamiast ryżu, Maciek robiący ten swój charakterystyczny „dip” z Patką w ramionach, ona się śmieje, on się śmieje, bańki wszędzie. Ten kadr to jeden z tych które lubię najbardziej – bo nic nie było ustawione no może trochę xd , ale po prostu wyszło.

Wesele – neon „Patka ♡ Maciek” na ścianie, pierwszy taniec, a potem tort ograny aktorsko i skromnie przez Maćka xd długości chyba trzech metrów z owocami i świeczkami jak na tort weselny przystało. Gdzieś między tańcem a krojeniem tortu był jeszcze pocałunek który urwał brawa – no i dobrze, bo to właśnie o to chodzi.

A potem… Wenecja mam mega sentyment do tego miasta. Sam ponad 10 lat temu się oświadczałem mojej Olusi <3 Bo jak to ja lubię mówić – najlepsze zdjęcia wychodzą wtedy kiedy ludzie zapominają że w ogóle tam jestem, niestety Maciek pamiętał że jestem bo cisneliśmy równo wschody i zachody xd  a w Wenecji to się dzieje samo. Patka i Maciek siedzący na schodach z pudełkiem pizzy i kieliszkiem aperola, ona się śmieje z ustami pełnymi jedzenia, on podaje jej kawałek – to nie jest zdjęcie wyreżyserowane, to po prostu para która ma ze sobą dobrze i akurat była głodna po całym dniu chodzenia po kanałach. Sam też coś opitoliłem

Zachód słońca na schodach kościoła nad Canal Grande, welon ciągnący się po kamiennych stopniach jak z najlepszych filmów, para siedząca tyłem do mnie z kieliszkiem uniesionym w górę do zdjęcia które chyba najlepiej podsumowuje cały ten wyjazd – luz, radość, i totalny brak przejmowania się tym że ktoś sięnie wyspał, ktoś miał skręconą kostkę i tylko walka o to żeby złapać dobre światło.

Bo tak to już jest z sesjami zagranicznymi – inne światło, inny klimat, ale ta sama energia którą para ma między sobą. A to jest to co naprawdę się liczy w kadrze.

Zapraszam do oglądania całej galerii – i jeśli planujecie coś podobnego, czy to ślub w Bochni czy sesję poślubną gdzieś dalej niż za miedzą, piszcie śmiało.

Privacy Preference Center